RSS
wtorek, 19 czerwca 2012

Człowiek udaje się na wczasy oczyszczająco-odchudzające na Kaszuby w nadziei, że oczyści się ze złogów tłuszczowych, bezsenności i wiosennej apatii, z toksyn i autoagresywnych komórek. Wszystko się udaje, człowiek wraca jak nowy, pełen nowej energii i pomysłów na życie. Gorzej, że wskutek tego czyszczenia pojawia się skutek uboczny: człowiek zostaje przy okazji dokumentnie oczyszczony również z wszelkiej chęci pisania, do tego stopnia, że nawet zapisanie listy zakupów wywołuje drżenie rąk i napad niechęci. A co dopiero pisanie bloga, czy – o zgrozo! – jakiejś powieści.

Na szczęście Warszawa jak zwykle niezawodna, w dwa tygodnie uporała się z tą nieznośną czystością za pomocą podwójnych espresso, wyziewów komunikacji miejskiej, lekkiego napięcia unoszącego się na ulicach, kacu po sobotnim meczu z Czechami, stresu rodzącego się od razu w tłumie i hałasie, gdy przytulona do spoconych pleców sąsiada podróżuję metrem w godzinach szczytu.

Całuję więc bloga w gorące czółko. Wróciłam.

11:06, annafryczkowska
Link Komentarze (2) »