RSS
środa, 23 maja 2012

Są miasta i miasteczka, gdzie człowiek od razu zaczyna myśleć, że życie jest bez sensu i że po co się wysilać, skoro koniec jest znany od początku. Inne, tak przytłaczające rozmiarem i tłumem, że aż dziw, że nie zgniotą, nie wdepczą w asfalt. Są wreszcie takie, szczególnie dla mnie ważne, gdzie od razu chce się tworzyć, wymyślać, klecić historie, rozłożyć laptopa na parapecie, by patrząc na pejzaż kreować nowe światy. I właśnie w ostatni weekend znalazłam takie miejsce, nieoczekiwanie, niespodziewanie, to miał być przecież jeszcze jeden wyjazd na panel pisarski podczas Nocy Galicyjskich, a tu takie odkrycie.

Sanok. Miasteczko w Galicji. Położone na wzgórzu, zewsząd otoczone pięciogwiazdkowymi widokami na San i góry, a w środku starannie odrestaurowane kamienice siedemnastowieczne, dziewiętnastowieczne, secesyjne, bardzo dobre rzeźby z czasów komunizmu, trochę gorsze budynki współczesne, ale wiele potrafię wybaczyć tym uprzejmym ludziom, urocze kawiarenki (prawie ich tu tyle co we włoskich miasteczkach), przewrotnie różowy ratusz, świetnie odrestaurowany zamek z dwiema galeriami klasy światowej.

I nawet obiad z władzami miasta i starostwa okazał się nie sztywną oficjałką, lecz miłą pogawędką jak ze starymi (a właściwie młodymi, bo tu rządzą młodzi ludzie) znajomymi, którzy czytają podobne rzeczy i zakochani są po uszy w Sanoku i okolicach.

A wracając do sanockich galerii światowej klasy: w tutejszym zamku znajduje się zbiór ikon, największy w Europie Zachodniej, zaiste imponujący, kilkaset lat tej sztuki, do tego zrekonstruowany ikonostas i bardzo kompetentna przewodniczka, której opowieści o tym malarstwie słuchało się jak najlepszej powieści.

A druga galeria... Beksiński w większych dawkach zawsze powoduje u mnie strach i trwogę, sięga głęboko, nie wiem nawet, czy nie za głęboko, ale czasem trzeba przeczesać się również w środku.

Zdzisław Beksiński zapisał w testamencie wszystko, co do niego należało, miejscowemu muzeum. Nie bez przyczyny, bo po pierwsze: ewentualni spadkobiercy z rodziny już nie żyli, a po drugie: tu się urodził, wychował i mieszkał, tu go kochano i ceniono. Galeria Zdzisława Beksińskiego, piewcy śmierci, została otwarta w zeszły piątek, 18 maja. Poza obrazami Beksińskiego, zdjęciami, grafikami i rzeźbami ze wszystkich okresów twórczości mamy tu również  liczne filmy, jego zrekonstruowaną pracownię z ulotkami do jedzenia na wynos, z rzędem błękitnych lamp, biurkiem i imponującym zbiorem CD (czego słuchał człowiek, który tak malował?).

Nie zdążyłam obejrzeć najlepszego ponoć skansenu w Polsce, czyli Miasteczka Galicyjskiego, ale na szczęście, powodowana miłością od pierwszego wejrzenia, zaplanowałam sierpień w Sanoku, kiedy nasycę się po brzegi i obejrzę co chcę w czasie, jaki na to potrzebny, bo wcale mi się nie chce w Sanoku spieszyć.

Nie ja jedna się zakochałam w tej okolicy, bo pomieszkuje tu i znany pisarz Jacek Komuda, wraca tu co chwila aktor i śpiewak Lech Dyblik, na kolejny tydzień została w okolicy pisarka Manula Kalicka. A inni jeszcze tu zapewne nie trafili.

No to do zobaczenia.

 

PS. A sam panel pisarek podczas Nocy Galicyjskich, goszczące nas osoby i inne wspaniałości świetnie opisała pisarka i współpanelowiczka Mariola Zaczyńska:

http://gryzipiorek.blogspot.com/2012/05/od-lewej-mariola-zaczynska-magdalena.html

 

Tagi: Sanok
11:59, annafryczkowska
Link Komentarze (2) »
piątek, 18 maja 2012

 Dlaczego zrobiłaś krzywdę kotom? Dlaczego podpaliłaś kota? Co one ci zrobiły? Ostatnio, z kilku stron, doszły do mnie oburzone pytania, w związku z moją nową powieścią kryminalną „Starsza pani wnika”. Odpowiadam:

Ja nie zabijam kotów. Robi to natomiast mnóstwo podwórkowych sadystów.

Opisałam to tak, że mnie samą serce bolało, bo chciałam, żeby czytelnicy zrozumieli - pastwienie się nad zwierzętami jest zbrodnią. Potworną i wymagającą kary. Należy o tym mówić jak najwięcej, uwrażliwiać ludzi, pokazywać okrucieństwo zabójców i bezradność tych, którzy patrzą na ich bezkarność.

Śledztwo w sprawie zabójstwa kota? Słyszeliście kiedyś o czymś takim? Nie ma środków. Nie ma czasu. Nie ma woli. Wiele osób przekonało się już, że kocie zwłoki dużo mniej ważą niż ludzkie, również w sensie metaforycznym. Boli mnie to.

Zbrodni popełnionej na zwierzętach nie wolno lekceważyć. Trzeba ją karać i piętnować. Co bolesne: często muszą się tym zająć tzw. zwykli ludzie, skoro organa nie reagują lub reagują opieszale. Moje bohaterki wzięły więc sprawę w swoje ręce, zajęły się zarówno poszukiwaniem sprawcy, jak i wymierzeniem sprawiedliwości. Fakt, to trochę Dziki Zachód, ale jeśli chodzi o cierpienie zwierząt tak to u nas często wygląda.

Opisałam też zabijanie człowieka. O człowieka nikt nie pyta. O koty spytało już parę osób. Powtarzam im wszystkim: traktuję te zbrodnie równoważnie. W obu jest zbrodnia, zwłoki, śledztwo, w obu następuje również kara, w przypadku kotów może nawet bardzo okrutna, bo wymierzona własnoręcznie, w emocjach, w bezradności.

I jeszcze: 

W domu mam dwa koty. Jeden kiedyś zeskoczył z balkonu. Nie było go w domu przez całą noc. Wrócił nad ranem z całym grzbietem pociętym jakimś ostrym narzędziem. Wydobrzał. Ale do dziś nie wiem, kto mu to zrobił.

11:58, annafryczkowska
Link Komentarze (6) »
wtorek, 15 maja 2012

Chłopaki, jeszcze niedawno dziarsko na trawnikach zaglądający pod sukienki, posiwieli, niektórzy już nawet wyłysieli. Zaraz o nich zapomnimy.

10:34, annafryczkowska
Link Komentarze (2) »
piątek, 11 maja 2012

Matka Ziemia we wczesnej ciąży. Kwitnąca mleczami, kasztanowcami, bzami, zieleń aż lśni, wszystko świeże i promieniejące, pachnie. Śpiewa od rana do wieczora: strzyżyki, rudziki, pokląskwy, słowiki. Tylko lec na trawie i chłonąć słońce, kwitnąć. Albo i usiąść na balkonie, żeby pisać coś w zgodzie z naturą.

Ale nie. Bo oto ptaki nagle milkną, i zaraz rozlega się wściekły warkot. W rozbuchaną przyrodę wdzierają się nieogoleni mężczyźni z kosami spalinowymi. Buczą i warczą, walczą swoim podłużnym sprzętem z wiosenną bujnością traw, kastrując mlecze, obcinając główki dzwonkom, przycinając źdźbła na równo. Długie piły radzą sobie z topolami, padają jedna za drugą; wielkie świdry rozwalają popękany asfalt, który tego roku odważył się dać kwiatom miejsce w szparach.

A na koniec dzieła dopełnia ten ostatni facet, który wjeżdża na trawnik traktorem z kosiarką i przelatuje ją od brzegu do brzegu, od krawężnika do krawężnika, aż zostawi za sobą nieśmiałe zielsko kryjące się tuż przy ziemi i stosy stłamszonej zieleniny, która niedawno kwitła i strzelała w niebo.

11:40, annafryczkowska
Link Dodaj komentarz »