RSS
piątek, 30 marca 2012

 

Nie lubię demagogów. Na przykład takich:

„Określenia wykonywanych przez kobiety zawodów, ich tytułów - "ministra", "premiera" - są językowo poprawne, ale odczuwane przez większość Polaków jako sztuczne i niezręczne. - Językowi nie da się niczego narzucić - podkreślają członkowie Rady Języka Polskiego”.

Tu członkowie podkreślają dalej:

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Rada-Jezyka-Polskiego-forma-ministra-jest-niezreczna,wid,14370795,wiadomosc.html

Nie ukrywam, że członkowie ww. Rady deczko mnie wkurzyli. Ich opinia powinna się skończyć na słowie "poprawne", a nie podążać dalej drogą demagogicznej próby narzucania tego, co ma wydawać się większości Polaków.

Słowo "ministra" jest poprawne. To fakt. Językowi nie da się niczego narzucić, to też fakt. Gdy się z "ministrą"osłuchamy, przestanie wydawać się śmieszna, niezależnie od tego, co zadeklarują członkowie ww. Rady. A ręczę, że taką formę będziemy słyszeć tym częściej, im częściej kobiety będą zdobywać ministerialne i rządowe przyczółki. I wróżę, że moje wnuki będą się śmiać i dziwić, słysząc jaką walkę musiała przeprowadzić ministra Mucha, żeby ją nazywano w ten sposób.

Tak jak niedawno śmiała się, dziwiła i denerwowała moja córka. Byłyśmy bowiem parę dni temu na dniu otwartym w warszawskim gimnazjum im. Lelewela, szkole, do której planuje iść córka kończąca właśnie podstawówkę. Jak to bywa na takich spotkaniach, ciało pedagogiczne prezentowało siebie i swoje zasługi:

– Jestem dyrektorem. Jestem nauczycielem. Jestem polonistą. Jestem historykiem. Jestem anglistą. Jestem autorem podręczników szkolnych – padało z podium. Co ciekawe, padało z ust wyłącznie kobiecych, bo – poza jednym wyjątkiem – stały tam wyłącznie panie. Co kieruje kobietami, które nie chcą używać zakorzenionych od dawna w polszczyźnie form: polonistka, anglistka, nauczycielka, dyrektorka?

- Forma „nauczyciel” jest poważniejsza, bardziej prestiżowa – wytłumaczyła mi jedna moja koleżanka.

Dlaczego nauczycielka wydaje się jej mniej poważna i mniej prestiżowa? Nie umiała powiedzieć.

Pozostałam więc w zadziwieniu, a córka stwierdziła, że poszuka raczej innego gimnazjum,  którym rządzi dyrektorka, a uczą polonistki (chyba że są płci męskiej), bo tu wieje zatęchłą konserwą.

A kontynuując czytanie ustaleń Rady Języka Polskiego trafiłam na doprawdy kuriozalny argument:

„Rada Języka Polskiego zauważa jednak, że także nazwy żeńskie utworzone elementem -a, mają swoje wady. - Po pierwsze, w niektórych wypadkach są one tożsame brzmieniowo z nazwami już istniejącymi (premiera to "pierwsze przedstawienie teatralne lub wyświetlenie filmu")”.

To ci dopiero. A pilot to coś, co mój ojciec mocno ściska, kiedy ogląda telewizję.

czwartek, 29 marca 2012

Świat, który teraz wymyślono, jest niemal rajem dla takich introwertycznych odludków jak ja.

Zamiast, jak kiedyś, godzinami patrzeć na telefon, zastanawiając się, kto odbierze, i czy się mu nie przerwie obiadu, drzemki, seksu, oglądania odcinka serialu, człowiek po prostu pisze maila lub esemesa.

Zamiast obracać w głowie każde zdanie, wyważając w nim akcenty, słowa, ćwiczyć je potem przed lustrem w łazience, by ostatecznie podczas rozmowy użyć zupełnie innych słów, a potem nie spać w nocy, zastanawiając się, co się ostatecznie powiedziało i jaki to miało wydźwięk, można napisać maila lub esemesa.

Zamiast bawić się w Dąbrowską czy Nałkowską, zapisując dziennikami kolejne zeszyty, można udawać, że się pisze bloga wyłącznie dla siebie.