RSS
czwartek, 13 grudnia 2012

Noc była mroźna, spałam pod wełnianą kołdrą, którą mama zrobiła z resztek sfilcowanych swetrów. Pod spodem było ciepło, ale nos mi zmarzł, bo okno uchyliłam jeszcze wieczorem. Przy zamkniętym na noc oknie dostawałam klaustrofobii. Na stoliku obok łóżka stał budzik czekając na 8.15, kiedy miał zadzwonić, żebym zdążyła do kościoła na mszę dla młodzieży.

Było jednak sporo wcześniej, gdy poczułam, że ktoś mnie tarmosi za ramię. Nienawidziłam, gdy tata budził mnie w ten sposób. Znowu szarpnął i krzyknął:

- Anka! Wstawaj! Wojna!

Głupi dowcip, chciałam powiedzieć, ale przecież wiedziałam, że tata z wojny nigdy nie żartuje. Jedną już przeżył. Głos drżał mu z przerażenia.

Zaczęłam się trząść. Bałam się podejść do okna.

Ale w końcu podeszłam, żeby je zamknąć. Za szybą wszystko wyglądało jak zawsze. Jak wczoraj.

Na skrzyżowaniu przy kościele stało coś, co nie było czołgiem z filmu o czterech pancernych, lecz czymś dużo większym, nieoswojonym. Przy tym pojeździe przytupywało dwóch chłopaków w zimowych mundurach. Mieli czerwone twarze. Staruszki ślizgały się po oblodzonych chodnikach i spoglądały na żołnierzy przerażone. Pytały o wojnę. Tamci jednak milczeli. Może było za zimno. A może zabronili im odpowiadać. A może wiedzieli tylko tyle, że mają stać przy opancerzonym wozie i przypominać nam, że nastał stan wojenny.

W kościele ludzie śpiewali "Boże coś Polskę". Wszyscy mieli łzy w oczach.

Z naszego bloku podobno zgarnęli w nocy dwóch solidarnościowców, podobno krzyczeli, podobno ktoś uciekał przez okno, kogoś gonili. Wszystko przespałam.

W telewizji co chwila przynudzał facet z żarówiastą głową w okularach, w kółko powtarzano to samo jego przemówienie. Nudził. Tata wyłączył telewizor. Już chyba przestał się bać. Przywykaliśmy.

Wieczorem w telewizji spiker w mundurze, ten, w którym podkochiwała się moja babcia, oznajmił, że z powodu stanu wojennego szkoły zostają na razie zamknięte. Ulżyło mi, bo z powodu wojny nie odrobiłam żadnych lekcji.

A następnego dnia rozpoczęły się najdziwniejsze ferie w moim życiu.

21:41, annafryczkowska
Link Komentarze (7) »