Blog > Komentarze do wpisu

Staś

W moim, naszym życiu stało się coś bardzo trudnego. Może najtrudniejszego dla człowieka. Rodzica. Nie jest mi łatwo o tym opowiadać, każda rozmowa, kazdy wywiad kosztuje mnie tyle, że potem czuję się, jakby przerzuciła tonę węgla. To nie przynosi ulgi, przeciwnie.

Po co to więc robię?

Bo chcę zapobiec podobnym tragediom w innych rodzinach. Wiem, że można być blisko dziecka, można być w domu, gdy wraca ze szkoły, można z nim dużo rozmawiać i jeździć z nim na wakacje, nie mieć tematów tabu, a jednak wiedzieć o nim tylko tyle, ile ono samo chce powiedzieć. I może się zdarzyć, że to co ukrywa, jest bardzo niebezpieczne. Nam się to zdarzyło. Ale nie chcę, żeby zdarzyło się jeszcze komukolwiek innemu.

Po to opowiadam naszą historię. Po to zakładam fundację. Po to wszystkim znajomym rodzicom nastolatków mówię: róbcie dzieciakom testy na narkotyki. Na wszelki wypadek. Bo problem jest bardziej rozpowszechniony, niż wam i nam się zdaje. I groźniejszy, niż mogłoby się wydawać.

Opowiedziałam o tym, jak umiałam. Na dobór zdjęć i komentarze nie mam wpływu. Możecie myśleć o nas jako o rodzicach najgorsze rzeczy, pewnie i tak nie będą gorsze niż to, co podsuwa nam własne poczucie winy. Staraliśmy się, ale widać nie wystarczająco.

Wyciagnijcie jednak z tego jedną naukę: może się zdarzyć, że nie znacie swojego nastolatka tak dobrze, jak wam się wydaje. I może się zdarzyć, że ta niewiedza skończy się tragedią.

Osądzajcie więc, jesli musicie, ale przyjrzyjcie się tez swoim dzieciom. I zróbcie im test, róbcie je regularnie. Dilerzy są wszędzie, pod każdą szkołą, w każdym centrum handlowym. Trawa i inne narkotyki są prawie na kazdej imprezie nastolatków.

Moja koleżanka, gdy dowiedziała się o naszej historii, czym prędzej zrobiła test swojemu nastoletniemu synowi.  Nic nie wskazywało na to, że pali cokolwiek, że bierze cokolwiek. W moczu syna wyszła heroina, marihuana i morfina.

 

 

niedziela, 20 stycznia 2013, annafryczkowska

Polecane wpisy

  • Babstwo razem czyli pink power

    Babstwo? Może być i babstwo. Chociaż ja wolę słowo „siostrzaność”. A może siostrzeństwo? To lekko dyskryminujące, że nie ma kobiecego odpowiednika s

  • Złota Zakładka

    Przeżyłam niezwykłą sobotę. Zaproszono mnie na Targi Książki w Katowicach, gdzie dwa razy w pewnym wyścigu wyprzedził mnie Stephen King.To honor przegrać ztakim

  • Odłogiem

    Nie, nie idzie mi pisanie. Odrabiam to, co doraźnie daje mi pieniądze, reszta leży odłogiem. Cokolwiek pomyślę, wydaje się albo zbyt błahe, by to ujmować w słow

Komentarze
2013/01/20 14:49:52
"W moczu syna wyszła heroina, marihuana i morfina."
Heroina, morfina, kodeina i wszystkie opioidy na tzw. multitestach wychodzą tak samo.
-
2013/01/20 16:32:17
To, co ukazało się na onecie, to zajawka artykułu. Jutro w Newweeku ukaże się całość. Zanim osądzicie, po pierwsze: przeczytajcie, po drugie: pomyślcie.
-
2013/01/20 17:19:06
jako matka syna dokładnie w wieku Stasia, zaledwie miesiąc starszego, daleka jestem od osądzania, gdyż zdaję sobie sprawę, że wiem tylko tyle, ile on mi pozwolił o sobie wiedzieć. Jedzie na dyskotekę, nie mogę mu tego zabronić, przecież nie mogę z niego zrobić socjalnego kaleki, czy go śledzę, robię zdjęcia wszystkim ludziom na imprezie, stoję za filarem i w toalecie, nie. Witam go, kiedy wraca, ale nie rzucam się oglądać i wąchać, bo wydawało mi się naruszeniem jego prywatności. Teraz będę się przyglądać źrenicom, będę czujniejsza. Nie wiem, czy są u nas testy, ale się podowiaduję
-
2013/01/20 21:16:42
Aniu, rozumiem Cię doskonale... U mojego syna na szczęście skończyło się na próbie, a dziś kończy ponad roczną terapię w ośrodku. Smutno mi, że Ty nie masz już żadnej nadziei... Nasze historie są w dużej części zbieżne - leczenie depresji, potem rozpoznanie CHAD, nocne psychozy, głaskanie po głowie... Myśleliśmy przez pół roku, że to ciężka choroba psychiczna i nawet do głowy nie przyszłoby nam, że jest drugie dno... Mój syn był wzorem rozsądku, pracowitości, wielki intelekt, świetne wykształcenie, itd. No i mieliśmy dobre relacje... Wszystkie kawałki układanki nagle wpadły we właściwe miejsce kiedy zadzwonił do mnie kolega syna i mnie po prostu uświadomił... Gdyby nie on, też pewnie chodzilibyśmy na cmentarz... Dlatego warto mówić o problemie, uświadamiać ludzi, zgłębiać temat, reagować... Pomysł fundacji popieram, chętnie sama się włączę... A tak w ogóle to mój syn sięgnął po narkotyki w wieku 25 lat - bądźcie czujni zawsze...
-
2013/01/20 21:45:14
Kochana Pani Anno,przeczytałam o Stasiu i lzy same ciekly mi po policzkach.Mój syn miał tak jak Staś -16 lat jak dowiedziałam się o zdarzeniach narkotykowych.Testy robione póżniej utwierdzały nas ,ze nie zerwał z nałogiem .A byliśmy taką fajną rodziną .Kidy wracał ze szkoły zawsze czekałam na niego z goracym obiadem .Rozmawialiśmy ,nic nie wskazywało na to,że moje dziecko jara.Dzisiaj mój syn ma 19 a ja ciągle walczę .Ale zrozumiałam ,że jestem bezsilna .Przestałam robić testy ,bo już nie muszę ,już to widzę .Rodzice wiedzą o swoich dzieciach tyle, na ile dzieci sami nam pozwolą .Najgorsza jest bezradność kiedy już posiądziemy tą wiedzę o dziecku wtedy dołącza się ciągły strach .Modlitwa czasem zaglusza moje cierpienie,ale to tylko modlitwa albo AŻ....
Podziwiam Panią i bardzo szanuję za napisanie w swoim blogu o Stasiu .Pozdrawiam serdecznie
-
2013/01/21 10:40:18
Być może nie mogliście nic zrobić.

Strasznie współczuję, ale co by pomogło zrobienie testu? W tym wieku nie da się już dziecka kontrolować. Przymusowy detoks? Wątpię, żeby zderzenie z rzeczywistością polskiego szpitala psychiatrycznego pomogło kruchemu i wrażliwemu młodemu człowiekowi. Jak tu już ktoś napisał - rodzic jest często bezradny, może tylko z rozpaczą obserwować swoje dziecko.
-
2013/01/21 10:59:01
Trzeba sobie powiedzieć, że depresja jest poważną chorobą i bywa śmiertelna. A bezpośrednią przyczyną śmierci mogą być ... leki antydepresyjne. Leki obniżają poziom lęku u chorego, a niekoniecznie pobudzają chęć do życia (lub robią to później).
Choć prawdą jest, że narkotyki mogą pogłębiać stany depresyjne.
-
2013/01/21 12:46:53
Kobietowkryzysie, gdybyśmy wiedzieli, mielibyśmy większą szansę ratowania go, niż wtedy, gdy działalismy po omacku. Nie wiem, czy by się nam udało. Ale byśmy walczyli, są przecież specjaliści, fachowa pomoc, teraz zgłaszają się do mnie do pracy w fundacji. Nie wiem, co było pierwsze, narkotyki czy depresja. Ale wiem, że narkotyki poglebiają stany depresyjne i są zgubne dla osób o depresyjnych czy lękowych predyspozycjach. Trawa też. Tu jest b. dobra strona (niestety po angielsku) o skutkach [alenia trawy - i tych pozytywnych, i tych negatywnych i tych, dla niektórych, zgubnych: www.talktofrank.com/drug/cannabis#aka=Marijuana
-
2013/01/21 15:11:39
Przecież chodziłaś do specjalistów.

Moim zdaniem ludzie często nie dopuszczają do swojej świadomości tego, co jest dla nich zbyt okropne. To mechanizm obronny.

Ściskam bardzo mocno. Brak słów...
-
2013/01/21 16:28:33
Chodziliśmy do psychiatrów i psychologów specjalistów od młodzieży. Nikt nie wpadł na to, że problemy mogą być podkręcane przez narkotyki, choć w USA w analogicznych sytuacjach standardowo robią testy na substancje psychoaktywne. Gdybyśmy wiedzieli, że chodzi o narkotyki, poszlibyśmy do Monaru, po prostu.
-
2013/01/21 20:24:41
Ogromnie współczuję :(
sama jestem w sytuacji, że dowiedziałam się, iż moja córka 15-to letnia jest uzależniona :( też nic nie wiedziałam, nie dostałam pomocy tam gdzie się zgłaszałam, nikt mnie nie nakierował... :( Obecnie córka jest w KARANie w Warszawie od 14-01-2013)... na szczęście...żyje i mam nadzieję, ze wyjdzie z tego... ale pewności nie mam :(
mam zgodę na leczenie i odległość ale nie mogę pogodzić się z tym co się działo na moich oczach pod okiem fachowców :( jeśli będę mogła pomóc w pomaganiu młodzieży - chętnie się przyłączę. Jestem z Krakowa.
to tak króciutko...

Życzę sił
Sylwia Ciszewska mama Kingi
-
2013/01/21 20:43:52
Na wstępie ...Pani Aniu chce przedewszystkim Pani przekazać wyrazy ogromnego współczucia ... Ja jestem młodą mamą 8 latka i 2 latka i drże o to jak to kiedyś będzie póki co staram sie rozmawiać i tłumaczyć i kochać całym sercem ,ale chce Pani powiedzieć coś zupełnie innego oglądając dzisiejszą Uwage chce powiedzieć iż jest Pani najwspanialszą Matką na świeci mimo tak ogromnej tragedii chce Pani ustrzec innych rodziców ,myśle iż zrobiła Pani bardzo wiele powiedziała bym nawet wszystko co mogła stowrzyła Pani wspaniały dom ,relacje ,dała Pani tyle miłości ... Wspieram Panią całym sercem !!!Kasia
-
2013/01/21 20:53:49
Składam szczerze kondolencję całej Rodzinie.
Nie piszę komentarzy na portalach, ani blogach, ale specjalnie dla tego komentarza założyłem tutaj konto. Chciałbym zwrócić uwagę na sprawę marihuany jako domniemanego powodu, który pchnął Pani Syna do targnięcia się na własne życie. Muszę napisać, że marihuana jako sama w sobie nie mogła być główną przyczyną samobójstwa. Nie była źródłem kłopotów Pani Syna. Marihuana była odpowiedzią na kłopoty, z którymi Chłopak nie mógł sobie poradzić, które go przerastały i narkotyk pozwalał o nich zapomnieć, chociaż na krótką chwilę. Potwierdza to fakt, iż podobno był to bardzo wrażliwy, melancholijny, delikatny chłopak, który przez to gorzej znosił porażki, problemy. On po prostu nie potrafił unieść ciężaru swoich lęków, nerwów, złych nastrojów, przemyśleń. Był skrytą, na pozór optymistyczną osobą, która jednak była dogłębnie zraniona, z niczyjej winy, a na pewno nie Państwa jako Rodziców, bo zapewne zrobiliście wszystko by jego życie było przepełnione radością i uśmiechem. Chłopak przechodził trudny okres, zmianę otoczenia, znajomych, może odczuwał presję otoczenia, nie potrafił się odnaleźć w świecie. Marihuana mogła być katalizatorem przyśpieszającym samobójstwo (w szczególności w połączeniu z psychotropami), jednak w żadnym wypadku nie mogę się zgodzić z tezą, że to marihuana/narkotyki go zabiły. Problemy pojawiły się zdecydowanie wcześniej, w jego głowie. Pokój jego Duszy.
-
2013/01/21 22:06:40
Pani Aniu! Wiem , ze zadne slowa otuchy nie utula, nie ukoja ogromu bolu, ktory na Pania spadl ! Moja historia moze byc tylko chwilowa ulga, ze nawet jezeli by Pani wiedziala nie zawsze mozemy pomoc wlasnemu dziecku:wiedza, swiadomosc,zaangazowanie i nasza wielka milosc nie wystarcza , aby je uratowac. My zauwazylismy to bardzo szybko , bo w wieku 13 lat , zalatwilismy nakaz leczenia , sytuacja byla o tyle skomplikowana , ze oprocz zazywania byl jeszcze handel, trudno znalezc cel w wyjsciu z nalogu , skoro dzieki temu ma sie do 500 zl dziennie. Przekonywalam wszystkie matki , zeby nie byly slepe , ze z wlasnej wygody nie zaingeruja , bo to nie jest tylko kwestia zawiezienia do osrodka , to 2 letnie zobowiazanie, terapia calej rodziny , zmiany siebie i przewartosciowanie . Mimo ciezkiej pracy calej rodziny , syn po wyjsciu z osrodka w 3 miesiace stoczyl sie na nowo , nastapila substytucja alkoholem , acodinem( pochodna morfiny bez recepty za 6 zl),jestesmy nad przepascia on i ja .Syn ma ukonczone 17 lat, pozostalo mi 9 miesiecy do pelnoletnosci , aby go ratowac . Jest w oplakanym stanie psychicznym , obawiam sie najgorszego , ucieka , znika na kilka dni, boje sie kazdego telefonu , czy czasem czegos sobie nie zrobi , jestem bezsilna ... Przepisy prawne jak to zwykle u nas bywa sa niedostosowane do rzeczywistosci , czekanie na decyzje sadu o leczeniu ppdejmowane byc w krotkim czasie , bo czasem kazda godzina jest wazna. Walcze czwarty rok , ogarnia mnie coraz wieksza rezygnacja bo widze jak on coraz mniej chce zyc , to ze wiem wszystko o problemie i o mechanizmach nalogu nie uzdrowi mojego syna a pisze do Pani zeby nie obwiniala Pani siebie, wiem ze szuka Pani odpowiedzi na wiele pytan i najgorsze jest poczucie, ze nie mialam szansy zrobic nic aby mu pomoc , ja to poczucie mam , ze zrobilam i robie wiele , ale niestety bez efektu...jestem gotowa wspomagac Pani dzialanie , mam nadzieje, ze bede mogla komus pomoc ... Myslami jestem z Pania
-
2013/01/21 22:33:06
Kochani ,ja byłam w Monarze jak zaczął się problem u mojego syna... Oni chcieli leczyć ,ale.... mnie i męża .Od tamtej pory ,zyjemy w ciaglej huśtawce.Dziś wiem ,ze dla mojego syna nie ma ratunku jak on sam tego chciał nie będzie.Pomoc narkomanowi to jak walka z wiatrakami.Depresje nocne ma coraz częściej .Monar mówi -Wyrzuć go na ulicę ...Ja... przytulam ,pocieszam jestem z nim.Płaczę nad rozlanym mlekiem i zastanawiam się co zrobiłam nie tak ,że się rozlało.
Kochana Pani Anno ,dobrze,że poruszyłaś temat swojego Syna ,bo pisanie i dzielenie się przynosi nam ulgę .Dzielenie się swoim cierpieniem z drugim kims,uswiadamia nam ,ze nie jesteśmy sami z naszym cierpieniem.Przykro ,jak umiera ktoś nam najbliższy ,a my nie potrafimy i nie możemu mu pomóc.
-
2013/01/22 10:00:02
Pani Aniu, jestem poruszona Pani tragedią. Składam szczere kondolencje Pani i Pani rodzinie. Nie będę Pani osądzała, bo problem narkotyków może dotknąć każdego z nas. Każda rodzina, bez względu na to, czy jest rodziną inteligencą czy patologiczną może tego doświadczyć. Nawet zaangażowanie rodzica i ogrona miłość do dziecka nie są w stanie ich uchronić przed braniem. Nie jest to też Pani wina, ani Pani męża. Nastolatkowie potrafią dobrze kamuflować swój problem, obracając wszystko w żart. Potrafią patrzeć nam prosto w oczy i zarzekać się, że ich ten problem nie dotyczy. Coraz to młodsze dzeci zaczynają sięgać po narkotyki, które są dostępne na wyciągnięcie ręki. Sama jestem mamą 2 letniego chłopca i bardzo się boję, tego co będzie. Tego, czy mój syn nie zacznie brać, czy się nie uzależni? boję się tego, co przyniesie przyszłość. Wiem, że żadne słowo nie ukoi Pani bólu ale wierzę, że Pani zaangażowanie w powstanie fundacji, pomoże innym rodzicom, że problem narkotyków jest problemem powszednim i nie ominie żadnego z nas...
-
boguslawsonik1
2013/01/22 13:13:17
Chciałbym złożyć najszczersze wyrazy współczucia.
Obecnie przygotowuję wystąpienie w tej sprawie w oparciu m.in. o wiedzę naukowców francuskich ostrzegających przed skutkami uzależnień narkotykowych. Z chęcią wesprę Pani działania w upowszechnianiu tej wiedzy.
łączę wyrazy szacunku,
Bogusław Sonik
Poseł do Parlamentu Europejskiego
-
2013/01/22 19:42:34

Witam Panią,
Kilka lat temu,przeszłam przez To co Pani, choć moja córka żyje. Mieszkam w Łodzi córka chodziła do gimnazjum i średniej Państwowej Szkoły Muzycznej im. Wieniawskiego w Łodzi. Do szkoły codziennie woziłam Ja samochodem, sama nie pracuje i miałam Ja na oku. Po tym gdy moja córka miała stany lekowe i chciała się zabić po śmierci swojego również uzależnionego kolegi bała się wychodzić z domu postarałam się o przyjęcie córki do Szpitala Psychiatrycznego im. Babińskiego w Łodzi. Jak rozpętałam aferę w Szkole okazało się że pół klasy szkoły muzycznej jest uzależnionych. Gdy jedna z nauczycielek przyłączyła się do mnie i rozpoczęłyśmy walkę została publicznie napiętnowana przez całą dyrekcje. Po wyjściu ze Szpitala córka dostała indywidualne nauczanie by tylko zamieść sprawę pod dywan. Wszystko zaczęło się już w gimnazjum gdy córka i jej znajomi mieli po 14 lat, zauważyliśmy problem dopiero po samobójczej śmierci chłopaka. Po tym zaczęły się inne samobójstwa. Pisze chaotycznie, ale przeszłam przez to co Pani i solidaryzuje się z Panią. Proszę działać!
ps. cześć z tych dzieci wylądowało na ulicy a wszystkie pochodziły z dobrych zamożnych domów
-
2013/01/22 20:48:36
Droga Pani Aniu,
bardzo Pani wspolczuje, tego co sie stalo.
Wiem, jak trudno jest mlodym ludziom oprzec sie presji srodowiska, kolegow z klasy, a takze sprostac wymaganiom stawianych im przez spoleczenstwo. Ja w liceum bylam jedna z niewielu osob w klasie, ktore z narkotykami stycznosci nie mialy i w zwiazku z tym NIE BYLY zapraszane na imprezy, nie gadalo sie z nimi na przerwach, nie zapraszalo do domu. Palenie na pewno bylo tam jakims kryterium fajnosci, atrakcyjnosci.
Musze powiedziec, ze nie bylo mi latwo przetrwac czterech lat na marginesie klasy. Czulam sie osamotniona w swojej niezaleznosci i takim poczuciu wlasnego, nienaruszalnego JA. Poniewaz pochodze z Warszawy, wiem, ze Pani syn wybral sobie na pewno bardzo dobra szkole pod wzgledem poziomu, jednak bardzo zastanawia mnie postawa dyrekcji tej szkoly, po pani slowach nakreslajacych problem, co, jak dobrze zrozumialam, mialo miejsce jeszcze za zycia Stasia. Prawda jest taka, ze ZADNA szkola nie panuje nad problemem narkotykow, obojetnie czy jest ona elitarna czy tez nie.
Z ta jednak roznica, ze w szkole normalnej (nie elitarnej) o tych sprawach mowi sie glosno, a w tych "lepszych" probuje zatuszowac temat.
Mimo, ze liceum, ktore ja skonczylam, do elitarnych nie nalezy, to mialam wrazenie, ze nauczyciele byli tam bardzo wyczuleni na ta kwestie. Moze jeden przyklad. Wychowowczyni mojej klasy nakryla pewnego pieknego dnia grupe swoich uczniow palacych skrety (prawdopodobnie z marihuana) na pobliskim przystanku autobusowym. Nastepnego dnia na wywiadowce wreczyla rodzicom bez wielkich dyskusji kartki ze spisem ocen, a takze adnotacja, czy widziala dziecko ze skretem w reku, czy tez nie.
Moze nie byla to elegancka reakcja, ale jakas BYLA. Mysle, ze polskie szkoly powinny bardziej skoncentrowac sie na rozwijaniu w dzieciach pewnej formy niezaleznego mylsenia niz na wpychaniu w nie niezliczonej ilosci wiedzy. Oczywiscie, ze kazdy czlowiek potrzebuje czasu na rozwoj charakteru i poznanie wlasnego JA, jednak, jak juz wspomnialam wczesniej, presja otoczenia jest czasami tak mocna, ze ci jeszcze nie dokonca rozwinieci ludzie, nie sa w stanie sie jej oprzec i robia WSZYSTKO, by podobac sie innym.
Na koniec podkresle jeszcze, ze jestem absolutnie za naglosnieniem tego tematu w mediach. Niech nie zniecheca Pania obrazliwe komentarze skierowane pod Pani adresem. Oprocz politycznych gierek, ktore na pewno powstana przy okazji publicznej dyskusji w zwiazku ze sprawa potrzebny jest otwarty dialog z mlodymi ludzmi i otwarta wymiana spostrzezen miedzy rodzicami.
-
2013/01/22 22:03:07
Pani Aniu! Prosze przyjac szczere wyrazy wspolczucia. Doskonale wiem i rozumiem Pani sytuacje. Nie ma chyba nic straszniejszego jak pochowanie dziecka. Watek narkotykow rzeczywiscie jest tu niezmiernie wazny, tym bardziej ze byl dla Panstwa strasznym zaskoczeniem. Znalezienie powodu w wyniku ktorego odszedl Pani Syn, nie zmienia jednak faktu ze NIE MA GO z Panstwem. I to jest najistotniejsze - nie ma Go i juz nie bedzie.
Tesknota, bezradnosc, bezsilnosc, potrzeba przytuenia, powachania..........
Wiem.
Rowno rok temu w Wigilie pochowalam swojego synka. Byl mlodszy i nie popelnil samobojstwa, ale zginol tragicznie. Byl wyczekanym jedynakiem, spelnieniem marzen i duma. Byl z nami tylko 10 lat.
Mnie rowniez pomagalo mowienie o tym. Sile czerpalam z pocieszania najblizszych i z medytacji. Jestem energiczna i aktywna osoba wiec od razu rzucilam sie w wir pracy. Wydawalo mi sie ze jestem silna, dam rade, rozumiem i przezyje.
Pani Aniu to na nic. Zalobe trzeba przejsc i trzeba umiec sobie na nia pozwolic. Zrozumialam to dopiero po 8 miesiacach, kiedy to bylam juz na skraju i bliska calkowitego zalamania. Odrobilam zalegle lekcje, pozwolilam sobie na slabosc, nauczylam sie zyc i byc bez Niego ale z Nim. W dalszym ciagu przeciez jestem jego mama, nikt tego mi nie odebral. Nie mam pewnosci czy istnieje jakis inny swiat do ktorego on odszedl, ale tak to sobie poukladalam.
Bardzo Pania rozumiem, popieram i podziwiam.
Niech ta Pani wspaniala energia i inicjatywa pomoze choc jednej istotce. I niech sil wystarczy na dlugo, a wtedy kiedy to Pani bedzie potrzebowala pomocy, otrzyma ja Pani z nadwyzka.
Przytulam KAsia
-
2013/01/23 00:35:01
Pani Anno, jestem mamą uczennicy LO Bednarska. Jestem psychologiem, pracuję zawodowo z młodzieżą i wiem jakie historie rozgrywają się w życiu młodych i ich rodzin. Głęboko odczuwam Pani ból, od pierwszego dnia, gdy dowiedziałam się o Stasiu. Bardzo doceniam to co Pani robi i wiem, że program T.Lisa poruszył wielu rodziców. Bardzo doceniam to, że pomimo bólu jaki Pani dźwiga, zdecydowała się Pani wystąpić. To duża odwaga, wiedząc, jak mało otwarte i refleksyjne mamy społeczeństwo. Przekazała Pani ogromną mądrość rodzicom i mam nadzieję, że nie tylko rodzicom. Pani spokój, pokora, wyważenie, każde słowo trafiające w sedno, pokazało jak bardzo głęboko rozważa Pani historię swojego dziecka, a na jej tle problem wielu młodych ludzi. Wierzę, że wielu rodziców, dzięki Pani postawie, odwadze, "zatrzyma się na chwilę nad swoim dzieckiem", zacznie dostrzegać to, czego nie widziało, zdąży zapobiec poważnemu pogubieniu się dziecka w tym świecie. Pani Anno, wychodząc do ludzi swoim bólem, ma Pani szansę uratować niejednego młodego człowieka. To niezwykła postawa, ale wiem, jak bardzo jest trudna. Życzę Pani, aby świadomość, jak wielu ludzi poruszyła Pani wypowiedź, jak wielu obudziło się do poważnej refleksji nad tym co dzieje się z ich dziećmi, że za tą refleksją poszły "ratunkowe działania"...życzę, aby to wszystko pomogło łagodzić ból po stracie Stasia. Choć z trudem to piszę, zdając sobie sprawę, w jak trudnym czasie trwacie...w jakimś sensie historia Stasia i to co Pani dziś robi, będzie ratować inne dzieciaki.
Jako psycholog mam duży dystans do tzw. "ludzkiej mocy". Wierzę, że bez Bożej mocy, nic byśmy nie zdziałali. Dlatego modlę się za Panią, Stasia i waszą rodzinę. Bóg jest jedynym lekarzem wobec tego czego nie rozumiemy i trudno nam zaakceptować.
-
cyferki
2013/01/23 10:58:23
Nie umiem sobie wyobrazić, co teraz czujesz. Jestem wstrząśnięta.
Mój synek za chwilę będzie nastolatkiem, staram się z całych sił być dobrą matką, rozmawiać, znać go, wiedzieć... Ale wiadomo, ze w pewnym wieku to koledzy sa ważniejsi niż rodzice... Trudno być rodzicem, trudno ochronić dzieci przed złem świata.
Oby mi się udało... i innym też.
Trzymaj się, Aniu:*
-
2013/01/23 15:59:43
nie wiem czy oani psycholog, ktora powinna pomagac szukac wewnetrznej sily ludziom, ktorzy sami nie daja sobie rady, moze napisac: "Jako psycholog mam duży dystans do tzw. "ludzkiej mocy". Wierzę, że bez Bożej mocy, nic byśmy nie zdziałali. Dlatego modlę się za Panią, Stasia i waszą rodzinę. Bóg jest jedynym lekarzem wobec tego czego nie rozumiemy i trudno nam zaakceptować."
mysle, ze stas i pani rodzina potrzasnely naszym wesolym swiatkiem. nasza wiara, ze wystarczy zeby bylo cieplo i milo a jak bedzie zle to pojdziemy do psychologa, do lekarza, znajdziemy rade u specjalistow. niestety nie wierze tez w testowanie swoich dzieci, dopoki nie dowiemy sie co zrobic z taka wiedza.
ok. okaze sie, ze moje dziecko ma narkotyki w moczu? i co dalej? kto ma pomoc?

(ps: bardzo pani wspolczuje)
-
2013/01/24 00:27:10
Drodzy rodzice, nikt w 100% nie zabezpieczy waszych dzieci przed ryzykiem eksperymentowania z narkotykami, alkoholem itd. Żaden też psycholog ani psychiatra nie ma niezawodnego sposobu na uleczenie dziecka, które wpadło w tą ślepą uliczkę. Rodzice tacy jak pani Anna robią co w "ludzkiej mocy", żeby budować dobrą relację z dzieckiem, być czujnymi, uważnymi...i gdzieś w tej ich trosce o własne dziecko zatrzymują się w bezradności i rozpaczy - tak jak w rodzinie Pani Anny. I w tym miejscu jest właśnie punkt, żeby nabrać tzw. dystansu do ludzkiej mocy. Może wyrażam się niezbyt jasno, ale chcę powiedzieć, że nie wszystko jest w naszej mocy. Dochodzimy czasem do granicy, że naprawdę po ludzku już nic zrobić nie możemy. Nasz dobry kontakt z dzieckiem, zaufanie, silna więź wiele innych spoideł naszej relacji + testy, kontrola itd. To rzeczywiście możemy robić i róbmy, ale w pewnym momencie kończy się nasz wpływ na dziecko. Z młodymi, często bardzo pogubionymi ludźmi pracuję, jak już pisałam, od lat. I wiem, że moje działania, moja "ludzka moc" są ograniczone. Gdy dochodzę do tej granicy - po prostu modlę się za te dzieciaki. I piszę to z całą świadomością swoich słów. Czasem rozmawiając z młodym człowiekiem, widząc z jakim uporem trwa w tym co go niszczy, uruchamiam cały szereg działań, i wołam do Boga ratunku. To nie oznacza, że siadam i czekam na grom z nieba. To oznacza, że znam swoje ludzkie ograniczenia. Zrobiłam wszystko co mogłam dalej szukam, działam, ale ciągle się modlę. Jakie znaczenie ma fakt, że psycholog potrafi dostrzec i opisać mechanizmy doprowadzające człowieka do samobójstwa, kiedy tak trudno jest mu zapobiec . Jako psycholog robię ile mogę, a bywa, że nie mogę już nic. Gdybym w mojej pracy nie odwoływała się do wiary niewiele dobrego bym zdziałała (polecam książkę Psychologiczne uwiedzenie). Ubolewam, że w Polsce służby pomocowe dla dzieci, rodziców są mało dostępne. Brak odpowiedniej ilości dobrze prowadzonych ośrodków, poradni, gdzie można uzyskać szybką i bezpłatną pomoc. Wiem jak duża jest bezradność rodziców dorastających dzieci, zwłaszcza tych, które wchodzą w ryzykowne zachowania. Wiem jakie dramaty przeżywają ludzie, którzy miesiącami czekają na miejsce w ośrodku dla swojego dziecka - narkomana. Od 10 lat prowadzę Fundację pomagającą właśnie takim dzieciom, młodzieży i rodzinom. Fundację, której mottem jest "po czasowniku kochać, najpiękniejszym czasownikiem na świecie jest pomagać". Przerobiłam setki ludzkich historii... Rodzicom, którzy obawiają się postawić swoim dzieciom twarde granice polecam książkę "Powiedziała YES". Wszystkim, którzy cierpią po stracie dziecka w sytuacji analogicznej jak Pani Anna chcę powiedzieć - wierzę, że kochaliście i troszczyliście się o swoje dziecko najlepiej jak umieliście. Tych, którzy ocknęli się po historii Stasia i okazało się, że ich dziecko popala, popija, zapewniam, że powinni działać natychmiast - rozmawiać i szukać drogi do własnego dziecka, zadać sobie pytanie "co sprawia, że to robi?". Powodem nie jest to, że narkotyki są dostępne. Znaczna grupa nastolatków po nie nie sięga. Co sprawia zatem, że moje dziecko sięga? Co mogę zrobić, żeby zechciało tego nie robić. Sama kontrola, testy, nie wystarczą... Kochajcie mądrze swoje dzieci, poświęcajcie im czas od najmłodszych lat, budujcie relację zaufania, otwartości, mądrej troski, kontrolujcie z rozwagą, nie atakujcie, nie osądzajcie, mówcie nastolatkowi, cokolwiek by zrobił, że jest dla was bezcennym, ukochanym dzieckiem i właśnie dlatego czasem jesteście kontrolującymi, stanowczymi, zaniepokojonymi - to wszystko co możecie zrobić. Bardzo często relacja jaką wypracujecie z dzieckiem przez kilkanaście lat, zanim wejdzie w wiek dorastania, będzie wystarczającym zabezpieczeniem przed "ryzykownymi zachowaniami", ale bywa, że nie... Tego nikt z nas z góry nie może przewidzieć. Psycholog może być pomocny w budowaniu porozumienia z dzieckiem, ale cudu nie dokona.
-
2013/01/24 00:28:37
Psycholog może być pomocny w budowaniu porozumienia z dzieckiem, ale cudu nie dokona. Tylko wy widzicie dziecko każdego dnia, znacie grymasy jego twarzy, zmiany nastroju, te znaczne i te dyskretne. Nie bagatelizujcie tego co was zaniepokoi dlatego, że obawiacie się wyjść na nieufnych, nawiedzonych rodziców. Wkurzającemu się na was nastolatkowi, że chcecie mu zrobić test,czy poznać jego znajomych, powiedzcie, że to nie ma nic wspólnego z kwestią zaufania. Powiedzcie mu, że bezpieczeństwo waszego dziecka, jego zdrowie, dobre życie jest dla was najważniejsze, że kochacie je bardziej niż mogą to zrozumieć jako nastoletnie dzieci. A w ciszy swoich myśli powiedzcie do samych siebie - kocham cię dzieciaku bardziej niż własną iluzję na temat twojej dojrzałości i naszych dobrych relacji. Jeśli obawiacie się, że wasza kontrola, dociekliwość, skomplikuje wasze relacje z dziećmi, to znak, że wy, jako rodzice potrzebujecie wzmocnienia. Czytajcie, szukajcie, rozmawiajcie ze sobą, bądźcie blisko dziecka. Rozmowy z psychologiem będą na pewno pomocne.
-
robin153
2013/01/24 02:04:10
Kochana Aniu - ogadalam Twoj wywiad w telewizji Polonia i lzy ciekly mi z oczu widzac Twoj bol i cierpienie. Sama jestem matka 19-letniego syna, ktory bardzo burzliwie przechodzil okres dojrzewania, i wiem jak bardzo jestesmy bezsilni w stosunku naszych dorastajacych dzieci. Tak bardzo chcialabym Ci jakos pomoc - chociazby przez rozpowszechnienie informacji o Twojej fundacji. Sama kiedys zalozylam forum dla kobiet zmagajacych sie z przemoca w rodzina - forum funkcjonuje juz osoem lat i skutecznie wspiera kobiety w trudnych sytuacjach, Mysle ze oprocz fundacji, moze miejsce Internetowe ze solidna doza informacji jak skutecznie szukac wsparcia, z biblioteka, i miejscem gdzie rodzice mogliby porozmawiac byloby tez dobrym przedluzeniem Twojej fundacji? Aniu kochana, pamiec o Twoim Stasiu bedzie zyla i pomagala wielu bezrdanym rodzicom, i jestem pewna uratuje wiele dzieci. Sciskam Cie z calych sil. Marta
-
butters77
2013/01/24 21:19:25
Nie mam słów, by wyrazić, jak głęboko Ci współczuję. Mam nadzieję, że z czasem wróci do Was spokój.
-
2013/01/27 20:46:38
łatwo się z boku mądrzyć na cudzy temat, tak a propos niektórych wpisów
Pani Aniu, wielką rzecz Pani sobie wzięła na barki, żeby ostrzegac innych narażając się na krytykę tych, co im sie wydaje, że oni o tyle lepsi i mądrzejsi, że ich nawet katar ominie
ogromny wysiłek kiedyś włożyłam w przekonanie kolezanki, żeby w dniu egzaminów gimnazjalnych sprawdziła, czy jej syn nie pomógł sobie dopalaczami, szczęściem byl czysty, ale przekonanie jej do tego testu to była orka na ugorze, czułam, że ona nie chce przed własnym dzieckiem ujawnić się, że mu nie ufa na słowo i dużo ją kosztowało zdecydowanie się na ten test
tamto dziecko nie dość, że kłopoty sprawiało wychowawcze, uciekało z domu to kradło pieniądze - i on na szczęście był czysty, chociaż lampka się paliła, zwłaszcza przy mysleniu "na co mu te podkradane fundusze"
to jak było podejrzewać o to fajne, madre dziecko? a taki mi się Pani syn po obejrzeniu wywiadu u Tomasza Lisa wydał, był jednak wolnym i odrębnym człowiekiem i nie za wszystko co robił Państwo odpowiadają i nie na wszystko co robił mogliście Państwo mieć wpływ...
dużo siły Pani teraz potrzeba na odbudowanie na nowo życia z ruiny poprzedniego, życzę jej Pani z całego serca